**********************************************************
zdjęcie: fakty.interia.pl
**********************************************************
Polityczna sytuacja w tym momencie pogorszyła się nagle w sposób, który uznać można tylko za przerażający i zabójczy. Wysiłek całych dziesięcioleci zniweczono w ciągu zaledwie kilku tygodni, w ciągu kilku tygodni załamało się na dobrą sprawę chwiejnie przecież od zawsze państwo, tępota, chciwość i obłuda zapanowały znowu jak za najgorszych czasów najgorszego reżimu, a możnowładcy pracowali bez wytchnienia nad eksterminacją ducha. Obserwowana przeze mnie już od wielu lat antyduchowość osiągnęła odrażający szczyt, rządzący nawoływali lud, a raczej masy ludowe do duchobójstwa i podburzali do polowania na głowy i na ducha. W ciągu jednej nocy zapanowała dyktatorska atmosfera, a ja musiałem przez całe tygodnie i miesiące doświadczać na własnej skórze, jak polują na głowę człowieka ducha. Górę brał zaściankowy zmysł obywatelski, zdecydowany uprzątnąć z drogi wszystko, co mu nie odpowiada, czyli przede wszystkim głowę i ducha, a rząd zaczął to znowu wykorzystywać. Masy uzależnione od brzucha i dobytku wystąpiły przeciwko głowie i duchowi. Kto myśli, temu nie można ufać, myślącego trzeba prześladować, znowu zaczęto w najpotworniejszy sposób stosować to stare hasło. Gazety mówiły odrażającym językiem, którym mówiły zawsze, choć w ostatnich dziesięcioleciach przynajmniej tylko półgłosem, ale nagle straciły ku temu powód, chcąc się ludowi przypodobać, zachowywały się niemalże bez wyjątku jak lud, stając się duchobójcami. Marzenia o świecie ducha zdradzono w tych tygodniach i wyrzucono na ludowy śmietnik. Głosy ducha umilkły. Pochowano głowy. Zapanowała czysta brutalność, podłość i nikczemność.Thomas Bernhard, TAK., Czytelnik, Warszawa 2015, przekład Monika Muskała
Mam osobliwe zwierzę, na wpół kociaka, na wpół jagnię. Jest to spadek odziedziczony po moim ojcu. Ale rozwinęło się ono dopiero teraz, za moich czasów, wcześniej było o wiele bardziej barankiem niż kociakiem. (…)
Być może nóż rzeźnika byłby dla niego wybawieniem, ale jako mojemu spadkowi zmuszony jestem mu tego odmówić. Toteż musi czekać, aż oddech sam w nim zgaśnie, choć czasami patrzy na mnie jakby rozumnymi oczami człowieka, wzywającego do rozumnego działania.Franz Kafka, Mieszaniec, przekład Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska w: Franz Kafka, Opowieści i przypowieści, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2016
Czego wyczekujesz, czego szukasz? Czasu, kiedy życie przestanie być operą i przeobrazi się na powrót w prozę realistyczną?
„Pomyślałem sobie, że żaden biograf nie napisze dobrze mojej biografii, ponieważ w moim zwyczajnym szarym życiu – bez wielkich zdarzeń – nie weźmie pod uwagę intensywności moich przeżyć, która to intensywność nadaje barwę nawet najpospolitszym przebiegom.”Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki
1979Wczoraj audiencja u E.G. trwała całe trzy kwadranse. Ale tak samo jak w kwadransowej audiencji u papieża uderzył mnie fakt, jak bardzo zwyczajni są ludzie, którym Bóg „powierzył honor Polaków”.*
„Policzyliśmy, jak często rodziny używały tradycyjnej formuły Poległ za naród i ojczyznę, a jak często jej nazistowskiego odpowiednika: Poległ za Führera, naród i ojczyznę. W gazecie NSDAP Frankfurter Volksblatt od czerwca do września 1941 roku tylko pięćdziesiąt procent rodzin poległych oddawało w nekrologach cześć Führerowi – wcześniej było ich dziewięćdziesiąt procent. W niezależnej od partii Frankfurter Zeitung odsetek nekrologów ze wzmianką o Führerze wynosił początkowo czterdzieści procent, a w trzecim i czwartym kwartale roku spadł do dwudziestu procent”Götz Aly, Obciążeni. "Eutanazja" w nazistowskich Niemczech, Wydawnictwo Czarne, 2015
„Preludium do dramatu była nagła i niespodziewana metamorfoza lata. Po upojnych zielonych dniach nastała niewysłowiona duchota, gigantyczna osmoza gazu i cieczy, powracająca na ziemię co rano, potęgowana pod parnikiem nieba, w ścisku wydętych ku ziemi pęcherzy chmur. Żyliśmy w monstrualnej szklarni, w której na naszych skórach dojrzewały bycze pieprze i narośla. Rzędy wspartej na tykach fasoli przypominały nocą zamaskowany hufiec, chore na megalomanię cukinie stłamsiły arbuzy. Babka siedziała z mokrą szmatką i nie była w stanie nic ugotować. Pot spływał z jej mięsistego ciała, napełniając izbę odorem kwasu, na jej popękanych wargach osiadała sól”.